środa, 10 kwietnia 2013

One

-Ale zaraz, zaraz. Jak to wilk cię ugryzł, a na następny dzień rany nie było? - zapytała nieco zaniepokojona Cassie
-No normalnie, przyszłam do domu i powiedziałam o tym mamie. Ona mi nie uwierzyła więc pobiegłam do swojego pokoju i zasnęłam. Rano się budzę, patrzę a rany jak była tak jej nie ma! - krzyknęłam zrozpaczona
-Ej, spokojnie. Na pewno da się to jakoś logicznie wytłumaczyć. - powiedziała po czym dodała z nutą rozbawienia - Po za tym jesteś pewna, że to ci się nie śniło?
Westchnęłam
-Ty też? Nikt mi nie wierzy...Cas jesteś jedyną osobą z którą mogę o tym pogadać normalnie, a ty tak po prostu walisz, że może mi się to śniło!
-Ok, ok. Wiem, że to może zabrzmieć głupio ale muszę ci coś pokazać...
-Nie wiem co w tym głupiego. - przerwałam jej
-Nie przerywaj mi! - warknęła po czym dodała - Muszę ci coś pokazać ale, musimy iść gdzieś gdzie nikt nie chodzi. Tu mam na myśli nasze jeziorko. A żeby tam jechać musisz w końcu ruszyć swój przeklęty tyłek z łóżka.
-Co to, to nie! Zapomnij nie wyjdę stąd dopóki nie powiesz mi co się z tobą dzieje! Zmieniłaś się, nie mam tu na myśli twojej fryzury ani nic z wyglądu ale chodzi mi o zachowanie. - Powiedziałam patrząc jej w oczy, dostrzegłam w nich przez chwilę błysk zażenowania, gdyż ostatnio często jej zadawałam to pytanie.
-Isobel, jeśli chcesz wiedzieć dlaczego się tak zmieniłam po prostu mnie posłuchaj. - powiedziała po czym spuściła głowę. Lekko zirytowana tym, że muszę gdziekolwiek iść wstałam i biorąc ciuchy udałam się do łazienki. Ubrałam na siebie czarne rurki, kwiecistą bluzkę na ramiączkach odsłaniającą brzuch, i do tego swoje ukochane białe converse'y. Gdy już byłam ubrana szybko przeczesałam włosy i mogłyśmy iść.
-A tak właściwie to gdzie idziemy? -zapytałam
-Zobaczysz. -burknęła zirytowana a ja tylko westchnęłam i zaczęłam grzebać w swojej torebce. Wyciągnęłam paczkę papierosów po czym zaczęłam przeklinać pod nosem
-Cholera jasna Izzie zamknij się! - krzyknęła zdenerwowana Casandra
-Nie! Bo nie mogę znaleźć tej jebanej zapalniczki! - powiedziałam sfrustrowana po czym dodałam - A ty masz w ogóle jakąś?
-Nie mam
-Szkoda
Reszta drogi minęła w całkowitej ciszy. Po wyjściu z samochodu Cassie prowadziła mnie przez chwilę drogą do jakiegoś parku po czym powiedziała
-A więc teraz mogę ci powiedzieć, a raczej pokazać dlaczego tak dziwnie się zachowuję.
Stałam chwilę w ciszy po czym się odezwałam.
-Nie mogłaś pokazać mi tego u mnie w domu? Musiałaś przywieźć mnie po to aż tutaj?
-Oh, po prostu się zamknij.
-Jak mam się zamknąć skoro jest już późno, a ty mnie wieziesz na jakieś zadupie?!
-Nie wiozę cię na żadne zadupie tylko do lasu!
-Ale mi różnica!
Nadąsana oparłam się o samochód i zaczęłam desperacko szukać zapalniczki z nadzieją, że może jakąś mam. Gdy straciłam jakąkolwiek nadzieję Cas rzuciła mi pudełko zapałek.
-Ej mówiłaś, że nie masz! - powiedziałam nadąsana
-Mówiłam, że nie mam zapalniczki - odpowiedziała mi z łobuzerskim uśmiechem na co ja również lekko uniosłam kąciki ust. Nigdy długo się na nią nie gniewałam. Gdy już w końcu zapaliłam papierosa i zaciągnęłam się dymem, wszystkie problemy zniknęły.
-Wiesz, że cię kocham? - zapytałam, i tak wiedząc co odpowie
-Ja ciebie nie.
-Szkoda, życie jest brutalne.
-Niestety. - zaśmiała się po czym dodała - Ja ciebie też.
Popatrzałam na nią kątem oka i się uśmiechnęłam. Była dla mnie jak siostra, częste kłótnie nigdy nas nie rozdzielały. Chyba, że w grę wchodziła Christina. Kim jest, a raczej była dla mnie Christina? Przyjaciółką. Póki jej częste kłamstwa nie zmusiły mnie do powiedzenia jej tego co o niej myślę. Czasem jednak jej gra w kłamstwa się przydawała gdy trzeba było wkręcić sprzedawcę w monopolowym. O tak. Gdy tak stałam i wpatrywałam się w las, nagle zauważyłam ruch w krzakach. Chwile zastanawiałam się co to mogło być aż w końcu zapytałam Cassie.
-Umm, Cas widziałaś to?
-Co takiego?
-No tam w krzakach.
-Nie, nic nie widziałam. - Odpowiedziała lekko zmieszana "Ona chyba coś wie." pomyślałam lecz po chwili potrząsnęłam głową. Gdy tak stałyśmy w ciszy w krzakach znowu coś się poruszyło. Gdy się dokładnie przyjrzałam byłam już pewna na co patrzę. To był wilk. Odruchowo złapałam się za usta by nie pisnąć, tymczasem Cassie podeszła do niego jak gdyby nigdy nic i powiedziała:
-Cześć, Ana.
W odpowiedzi wilk polizał jej otwartą dłoń na co otworzyłam szeroko oczy i krzyknęłam:
-Cassie czy ty oszalałaś? A co jeśli ma wściekliznę, a potem rozszarpie nas na kawałki?! Uciekajmy!
-Hola, hola kochanie. Nie bój się jej. - Powiedziała do mnie spokojnie
-Mam się nie bać?! Jak ty to sobie wyobrażasz?!
-Normalnie. Poznaj Anastasie.
Dopiero gdy zwierzę wyszło zza krzaków i weszło w światło mogłam się mu dokładniej przyjrzeć. Był dobrze zbudowany, z niesamowicie niebieskimi oczami w których było coś ludzkiego, "Tak samo jak u tego w parku..." pomyślałam. Szare futro z gdzieniegdzie brązowymi plamami powiewało delikatnie na wietrze, a jego puszysty ogon bezwładnie zwisał w dole okazując zaufanie. Powoli wystawiłam rękę, na co wilk w geście powitania ją polizał. Gdy tak stałam i wpatrywałam się w jego niesamowite oczy nagle zaczął się zmieniać, a moim oczom po chwili ukazała się urocza blondynka. Nagle wszystko zaczęło się układać w całość, ten wilk w parku nie był zwykłym wilkiem, ona też nie była, ja się stawałam tym co oni wilkołakiem.

niedziela, 31 marca 2013

Prolog

Cóż życie bywa dziwne, ludzie też, teraz gdy przeżyłam naprawdę dużo mogę śmiało stwierdzić, że ci którzy śmią nazywać się "hardcore'ami" są jakimiś kretynami ze sporą ilością kompleksów. Może to trochę dziwnie zabrzmi ale nigdy nie spodziewałam się, że pokocham kogoś tak mocno jak pokochałam ją. Tak jestem dziewczyną i tak, kocham dziewczynę. Nie jestem "lesbą" tylko biseksualistką. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak szczerze się do tego przyznałam, cóż, raz się żyje. Ale zaraz, zaraz, gdzie moje maniery? Nazywam się Isobel Harrison, ale przyjaciele mówią na mnie "Izzie". Już chyba całe miasto mnie zna bo gdziekolwiek się nie zjawię wszyscy zaraz zaczynają szeptać za moimi plecami. Nie jestem sławna ani nic z tych rzeczy, nie zrobiłam też nic złego. Po prostu mam nietypowych przyjaciół, bo powiedz mi któż normalny zadaje się z wilkołakami? Chyba tylko ja, no cóż w sumie sama nim jestem ale przynajmniej nie odrzucili mnie tak jak moi rodzice. O czym ja w ogóle mówię? Oni zawsze mieli mnie gdzieś, nie zdziwiłabym się gdyby okazało się, że przeklinają mnie teraz na górze. W sumie nie mogę obwiniać o to mamy bo ona zawsze stała po mojej stronie, co innego mój okropny ojczulek. On to jakaś makabra. Zresztą nie ważne, o nich opowiem innym razem bo muszę wam powiedzieć to jak się stałam pół wilkiem, pół człowiekiem...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Zrób to, zrób tamto, jak można być tak irytującym?! Całe szczęście, że ten cholerny park istnieje bo gorzej być nie może. No i gdzie są tu do cholery jakieś ławki?! - Zirytowana szłam przez park czekając na jakiekolwiek zbawienie. Swoją drogą często w dzieciństwie tu przychodziłam z tatą, póki nie zostawił mamy mając mnie całkowicie w dupie. Teraz lekko zdezorientowana gdzie się w ogóle znajduję rozejrzałam się za jakąkolwiek ławką bym mogła posadzić w końcu swoje cztery litery. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zerknęłam na godzinę. 

- Druga dwadzieścia, zajebiście. - Mruknęłam pod nosem i kliknęłam na ikonkę z podpisem "Nowa Wiadomość". 

Do: Cassie
Jeśli nie śpisz, ostrzegam, 
że rano będziesz martwa za
to, że sama zostawiłaś mnie
z tą pojebaną rodzinką.
Izz x

Szybko wystukałam wiadomość i ją wysłałam. Długo nie czekałam na odpowiedź. 

Od: Cassie
Nie dziękuj kochanie :-*
Btw. jutro urządzam 
imprezkę. Wpadniesz?

Do: Cassie
Jasne, jak mogę stracić
okazję do wypatroszenia
cię łyżką? *zły śmiech*
:-) xx

W duchu podziękowałam za taką przyjaciółkę i już miałam wstawać żeby iść do domu gdy nagle jakiś dźwięk z pobliskiego placu zabaw przykuł moją uwagę. Podchodząc bliżej placu zabaw, spostrzegłam jakąś postać. Po dłuższej chwili tą postacią okazało się zwierzę, ale nie żaden dzik lub lis, lecz wilk. Jego szkarłatna sierść błyszczała w świetle latarni, a idealnie błękitne oczy, zimnym wzrokiem wpatrywały się we mnie. Mimo tego, że wyglądał przerażająco coś w nim wywoływało we mnie niezwykłą falę spokoju, było w nim też coś ludzkiego ale nie miałam pojęcia co. Nagle wilk zaczął do mnie podchodzić. Ja mimo tego, że nagle poczułam się przerażona twardo stałam choć wszystko we mnie krzyczało "Uciekaj!". Gdy w końcu podszedł i stał parę centymetrów ode mnie, coś we mnie drgnęło i wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Gdy to zrobiłam, zobaczyłam w jego oczach obraz tryumfu co mnie przeraziło i gwałtownie ją cofnęłam w czego efekcie wilk zatopił swoje zęby w moim przedramieniu. Odruchowo krzyknęłam z przerażenia zmieszanego z bólem. Całe życie przeleciało mi przed oczami gdy nagle wilk tak po prostu mnie puścił i uciekł. Przerażona od razu pobiegłam z płaczem do domu ciągle oglądając się za siebie czy zwierze mnie przypadkiem nie goni. Gdy w końcu wbiegłam do domu zastałam moją matkę siedzącą ze znajomymi w salonie. Zanim wyszłam też byli. Moja matka obróciła się by mnie skarcić, że tak hałasuje lecz jej wzrok zamarł na mojej ręce. 
-Boże! Kochanie co ci się stało?! Ktoś cię zranił?! - zapytała z przerażeniem w oczach
-Tak! W parku zaatakował mnie wilk! I to na dodatek czerwony! - krzyknęłam a w odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech znajomych mamy więc postanowiłam dodać - Błagam powiedz mi, że chociaż mi uwierzysz!
-Kochanie, jak możesz żartować w takich sprawach? -zapytała z dezaprobatą
-Ja nie żartuję tylko mówię prawdę! - krzyknęłam z rozpaczą w głosie a moja mama tylko pokręciła głową.
-Przepraszam was za nią. Zazwyczaj nie wymyśla takich rzeczy. - powiedziała do znajomych po czym zwróciła się do mnie - Idź to przemyj pod wodą i zabandażuj.
-Dlaczego mi nie wierzysz? - szepnęłam zrozpaczona i uciekłam do swojego pokoju.